Przepis na kompromis: tytułem wstępu…

5 grudnia 2019

Podążając za intuicją.

Gdy do moich uszu dotarło  wypowiedziane chwilę wcześniej zdanie:

Przepis na kompromis

Pomyślałam sobie: o to, to jest to! (choć de facto, wyszedł równażnik, nie zdanie). Zasięgnęłam opinii u kilkunastu (mądrych) głów i z mojego początkowego optymizmu wyparowała, cóż, większość. Bo kompromis to coś złego. Bo zrezygnować trzeba, bo nikt nie jest szczęśliwy.

Zerknęłam jeszcze do słownika.  No nie da się nie patrzeć na jasne wytyczne, że to rezygnacja, w imię jakiegoś tam wspólnego dobra, ideałów i tak dalej. Pejoratywny wydźwięk, jak nic. Ponieważ jednak te trzy słowa wybrzmiały gdzieś na dnie mojej duszy postanowiłam zerknąć tam jeszcze raz.  A nóż, łyżka, widelec, może coś tam jeszcze znajdę. – tak sobie pomyślałam I znalazłam. Prawdziwy kompromis, zdolny do zjednania dwóch stron, punktów widzenia może zaistnieć tylko wtedy, gdy jest wynikiem szczerej zgody na rezygnację ze swojej „prawdy“ na rzecz jakiejś nowej.  I wtedy mnie olśniło.

Uznanie kompromisu.

Prawdziwa zmiana nawyków żywieniowych tym właśnie jest – świadomym, zgodnym ze swoim ciałem, duchem i umysłem, odejściem od starego przyzwyczajenia.  Kompromisem dla Twojego ciała, umysłu i ducha.

Odejściem w kierunku czegoś co nie jest nam ani wygodne, ani miłe czy proste w chwili podjęcia decyzji.  Ale robimy to w imię czegoś wyższego, lepszego. Czasem wynika z konieczności – gdy trwa praca nad powrotem do zdrowia. Czasem z chęci, porywu serca gdy w grę wchodzi etyka. Innym razem ze względów finansowych,  partnerskich, rodzinnych, a nawet w związku z przeziębieniem, czy porą roku. Medycyna chińska to ostatnie pokazuje z wręcz nieprawdopodobną precyzją.

Któż w sumie przy zdrowych zmysłach, z własnej woli, chce rezygnować z ciastek, kawy i dobrego wina, które wprawiają nasz mózg w taką biochemiczną uciechę? Tylko ten, kto jest na to gotowy i świadomy, że to zmiana niełatwa, acz potrzebna. Lub, jak pisałam, konieczna.

W tej krótkiej chwili gdy podejmujesz decyzję, to jest ona formą kompromisu. Nasz mózg nie będzie zachwycony – pewnie będzie się opierał i węszył za czekoladą. Nasze ciało, będzie płakało, może nawet zwinie się w obolałą kulkę w okresie przystosowania do zmiany.  Ale jeśli Twoje serce, dusza, będzie trwało z uporem i determinacją przy tym co czuje – Twój przepis na kompromis stanie się nową prawdą. I tym, co pomoże Ci zażegnać wybrane nawyki, pomóc w poprawie zdrowia i samopoczucia. W tej jednej, z tysięcy decyzji żywieniowych jakie podejmujesz przez całe swoje życie wybierzesz coś nowego.

I tu właśnie jest moja rola.  Po prostu pomagać. Obserwować. Słuchać i podpowiadać.

Z miłości do żywności.

Pamiętam jak uporczywie robiłam sama makaron poczynając od ósmego roku życia. Cięłam go nożyczkami, bo bałam się dużego noża, i makaron nie był rozwałkowany – bo wałek był za ciężki. Ale już wtedy  ćwiczyłam mój mózg, kształtowałam moje zwyczaje i nawyki żywieniowe. Dziś obserwuję siebie, siebie sprzed 25 lat i patrzę jak to co jadłam doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem. Z ugruntowaną wiedzą medyczną, zacięciem do poznawania ducha i wielką fascynacją i szacunkiem do medycyny wschodu. I ze świadomością, że wciąż mnóstwo pracy przede mną, bo moje ciało się zmienia, a do tego czasem to ciastko tak pięknie pachnie…

Z tego miejsca rozmawiam o jedzeniu.

 Z miejsca pełnego miłości i w sumie z akceptacji, że tylko z miłości do żywności (i do siebie) bierze się prawdziwy przepis na kompromis. Na talerzu.

Wszystkiego smacznego

Jagoda

Jagoda Dąbrowska

Jagoda Dąbrowska

dietetyk, biotechnolog medyczny ze specjalizacją w immunologii

Gotuję od 25 lat. Żywność, biologię człowieka i komórki studiuję od ponad 15 lat. W moim domu każdy ma inne wymagania żywieniowe, choroby i preferencje. I to jest OK, że każdy z nas je inaczej.

Pracuję z diagnostyką zachodu, medycyną chińską, medycyną komórkową, biologią totalną i psychodietetyką. Nasze ciało do nas mówi, a ja z nim rozmawiam i staram się dawać mu to, czego potrzebuje.

Jestem biotechnologiem medycznym i dietetykiem, ale przede wszystkim Kobietą świadomą potrzeb swojego ciała.


Być może spodoba Ci się również…

Zbierając patyki. Dbając o yang.

Zbierając patyki. Dbając o yang.

W każdym największym yin jest zalążek yang. W każdym zimnie, w każdej śmierci, chorobie i słabości tkwi zalążek do życia, zdrowienia, ciepła i siły.  

Naleśnik

Naleśnik

– A ja? Co z moim śniadaniem? Nie mam ochoty na naleśniki.
Wpadłam w lekką zadumę. Tak, znowu to zrobiłam, dla wszystkich tylko nie dla siebie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.